Green Pharmacy Szampon do Włosów Łopian Większy

Hej Dziewczyny. 

Zapoznam was dziś z moimi niesfornymi, niesłuchanymi, leniwymi włosami ;) Zdjęć na razie nie będzie, może kiedyś. W związku z tym pobudzam waszą wyobraźnię do zobrazowania sobie tego w głowie.
Moje włosy są niskoporowate, z tego względu nie puszą się, są gładkie i niestety często robią wrażenie "ulizanych". Myte są codziennie rano. Ani suche ani przetłuszczające się. Bardzo wypadają. Porostu jakiegokolwiek prawie brak. 
Szampon kupiłam głównie ze względu na naturalny skład i zawartość łopianu, który ma wzmacniać wypadające włosy i pobudzać ich porost.
Zapraszam na recenzję:

Szampon do każdego rodzaju włosów. Łopian Większy. Green Pharmacy 

" Ekstrakt z korzenia łopianu większego (...) działa korzystnie na cebulki włosowe, zapobiega i łagodzi wypadanie włosów i pobudza wzrost nowych. Odżywia, nawilża włosy i skórę głowy. Zmniejsza łojotok, dzięki czemu włosy wolniej się przetłuszczają i dłużej pozostają piękne"
Działanie Szamponu Mój Rodzaj Włosów &
Moja Opinia:

- Niestety po miesiącu stosowania nie widzę, żadnej różnicy nawet centymetrowej w poroście moich włosów. Mam z tym ogromny problem, a i ten szampon mi nie pomógł. 

- Nie zauważyłam, żeby włosów wypadało mi mniej. Wciąż są dosłownie wszędzie. Na szczotce, na podłodze, w wannie po myciu.

- Moje  włosy są dużo bardziej nawilżone, co za tym idzie jeszcze bardziej gładkie niż miałam wcześniej.

- Nie podrażnił mnie, aczkolwiek skóry mojej głowy chyba jeszcze nic nie podrażniło więc nie jestem w tym temacie ekspertem :]

 -  Jak na szampon z serii tych ziołowych ma całkiem NIEZŁĄ szatę graficzną ale mogłaby być lepsza. Zauważyłam, że właśnie te produkty z naturalnym składem mają taki ubogi wygląd, ja to rozumiem, że one bronią się swoją zawartością, ale fajnie byłoby nacieszyć też oko :)

- Konsystencja ot jak każdego szamponu, do tego zaserwowana w przezroczystej formie. Zapach jest jak zapewne się domyślacie ziołowy, jednak dla mnie całkiem przyjemny. Na włosach pozostaje bardzo lekko wyczuwalny.

- Jego wydajność jest zaskakująca. Producent  zaleca użycie dosłownie małej ilości, ale przy małej ilości ja nie potrafię go spienić. Nakładam więc więcej szamponu niż przy tych, które mają ulepszacze. Mimo codziennego stosowania od miesiąca została mi jeszcze prawie 1/4 :)

Cena ok 9zł, w promocji kupiłam za 7 zł i była to prawdopodobnie Natura.
Skład: Aqua, Sodium Myreth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Panthenol, Arctium Lappa Extract, PEG-12 Dimethicone, Polyquaternium 10, Citric Acid, Parfume, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone Hexyl Cinnamal Linaloot.

Podsumowując: Nie wrócę więcej do szamponu ze względu na dalsze poszukiwania takiego, który ruszy choć trochę z miejsca mój porost, ewentualnie zmniejszy wypadanie włosów. Na tej linii mnie zawiódł.
Wygładził moje włosy i nawilżył, ale miałam wrażenie, że są jeszcze bardziej gładkie więc bardziej oklapnięte i ulizane. Dlatego nie skreślam tego szamponu, a polecam osobom o wysokoporowatych włosach, podejrzewam, że może ujarzmić puszenie. Jestem ciekawa jak właśnie na takim typie by się sprawdził, a nie kosztuje dużo :)
Ktoś ma jakieś doświadczenie z Łopianem od GP?

Ps. Dziękuję bardzo za tak żarliwą dyskusję w poprzednim poście, oraz słowa wsparcia. Spisałyście się fantastycznie zwłaszcza, że wszystko przebiegło kulturalnie, konstruktywnie i bez niepotrzebnych złośliwości.
Z niektórych komentarzy miałam też nie mały ubaw, zwłaszcza jak dało się odgadnąć, że wcale notki nie przeczytały a kierowały się jej tytułem :]

Wasza Joko :*

Orędzie do Narodu.



Z serii: Orędzie do narodu. „Uciekinierzy Blogowi”


Hej Dziewczyny,

Dziś zamiast recenzji poruszę temat, który zaprząta moją głowę skołowaną, a ostatnio dotknął i mnie. Zapewne każda z was słyszała już o tak zwanych uciekinierach. Osoby te rzekomo po wynikach rozdania znikają z listy obserwatorów danego bloga.

Zastrzegam, że post nie ma na celu ani jakiejś samoobrony, ani nie jest to atakiem na kogoś. Jest przemyśleniem..:)
Autorstwa Moń z bloga http://playhardstaycute.blogspot.com


źródło:http://mielczari.weebly.com/rysujemy.html







Ostatnio wygrałam rozdanie, przeglądam sobie komentarze, a tam „Przestrzegam przed Arcy Joko... bo ucieka po wynikach rozdania, przynajmniej w moim wypadku tak było, dałam wyniki i Joko znikła z obserwatorów. ”.
No ładnie…Wchodzę , patrzę…bloga  poznaję. Nie zamierzam mówić kto i co, bo nie chcę tej osobie robić antyreklamy ani się z nią kłócić. Każdy ma prawo do błędu.
Odpisałam więc ładnie koleżance „Dziękuję za Twoją życzliwość, ale obserwowałam Twojego bloga dużo wcześniej przed rozdaniem ot tak, jednak nigdy nie odpisałaś na żaden mój komentarz więc nie widziałam powodu czemu i ja miałabym być Tobą zainteresowana :)
Pozdrawiam.” Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się pokojowo, a koleżanka przestanie robić mi takiej fantastycznej reklamy :]

Nie wiem czy wam też się zdarza czasem przeczyścić sobie swoją blogową listę? Ale mi tak i zwyczajnie usuwam z niej blogi, które nie zaszczyciły mnie ani razu swoją obecnością, mimo, że ja uczestniczę w życiu ich bloga, niezależnie czy było rozdanie czy go nie ma. Po co? Bo potem na liście generuje mi się 1253637 blogów a ja odwiedzam może jedną trzecią.
Wracając do blogerki, ta po rozdaniu sprawdziła sobie na screenie, że byłam a mnie nie ma. Ale kiedy ja czytałam dzielnie jej notki i je komentowałam nawet przed rozdaniem to wtedy jakoś o mnie nie pamiętała.

Ogłaszam więc ..ekhm ;)
Robię własne rozdania  na blogu i myślę, że nawet często. Uwielbiam was obdarowywać :) Ale jeśli ktoś zaczyna od tego rozdania u mnie sensownie komentować staram się odwdzięczyć tym samym, chcę poznać tą osobę i liczę na to, że to będzie fajna znajomość i uwierzcie mi, że jestem pewna że po czymś takim mi nie „ucieknie”. A jeśli ja będę myślała, że samymi rozdaniami zdobędę czytelników, bez swojego wkładu, bez zainteresowania nimi... to daleko nie zajdę.
Dlatego jeśli ktoś u mnie pisze, a ja mu nie odpisuje, nie zajrzę do niego choćby raz na jakiś czas to wcale się nie zdziwię jak potem zniknie i NIE będę mu miała tego za złe. Bo o czytelnika trzeba dbać i go szanować.
Takie znikanie z listy dla nikogo nie jest miłe, ale może warto się zastanowić czy nie ma w tym naszej winy.
Takie jest moje zdanie. Może lekko kontrowersyjne, ale po ostatniej zadumie stwierdziłam, że nie ważne co sobie pomyślą, ja swoich myśli nie będę trzymała pod kłódką.
Chętnie poznałabym wasze zdanie, aczkolwiek proszę o wyrozumiałość, nie krzyczeć, nie łamać serduszek.

Ps Post nie dotyczy osób, które zakładają blogi tylko dla rozdań, to już inna bajka, choć ja zostałam tak potraktowana. Dla tych którzy zadali sobie trud przeczytania notki wielkie uściski.
Joko :)

C-Thru Emerald Woda Toaletowa

Hej Dziewczyny :)

Jak bardzo lubicie to uczucie kiedy ciągnie się za wami woń ulubionego zapachu a przy okazji męskie spojrzenie? Kiedy jestem otulona zapachem, czuję się bardzo kobieco, jest ze mną to uczucie no wiecie jakie.. I am sexy and I know it  ;)

C- Thru Emerald Woda Toaletowa  
 Dawno temu odkryłam ten zapach jeszcze jako nastolatka i zawrócił mi w głowie. Dziś po latach chciałam sobie przypomnieć ten zapach i jeszcze raz go posiąść. Poza tym muszę czasem znaleźć jakąś odmianę dla mojego absolutnego faworyta jakim jest Euphoria od Calvina Kleina.                                                                                                              
 Świeży zapach z odrobiną białego piżma i drzewa sandałowego stworzony dla kobiet autentycznych, otwartych i bezpośrednich.
Nuta głowy: jeżyna, czerwona porzeczka, lilia wodna
Nuta serca: fiołek, róża, lilia
Buta bazy: drzewo cedrowe, białe piżmo, drzewo sandałowe.                                                                                                                                             
                                                           Moja opinia:                                                    
- Wydaje mi się, że jestem osobą bezpośrednią i nie lubię owijać w bawełnę, a już na pewno staram się być autentyczna, więc nie wiem czy producenci tego zapachu konsultują się z psychologiem co do opisu, ale w sumie to trafili. Taka tam dygresja

- Zapach świeży, nie przytłaczający, nie duszący, lekki i zmysłowy. Nie jest nachalny. Nie będzie pewnie to nic odkrywczego jeśli powiem, że dla niego sięgnęłam po ten produkt prawda? Ale może zaskoczy was fakt, że jestem fanką jego przeciwieństwa czyli duszącego, intensywnego, słodkiego, mocnego zapachu Euphorii a mimo to Emerald bardzo mi się podoba.                                                                      

- Opakowanie jest ciemno zielone , cieniowane żeby uwydatnić spoczywające na dnie kuleczki, które są  co najmniej oryginalnym elementem prawda? Kiedy potrząśniemy opakowaniem, to brzęczą, gdyby ktoś bym zainteresowany. Lubię wymyślne, oryginalne opakowania, ale to w swojej prostocie, dzięki kulkom mi się podoba. 

- Niestety dla mnie jest zbyt mało trwały, jestem przyzwyczajona do perfum, które utrzymują się cały dzień i jeszcze dłużej, a tu mam styczność z wodą, którą mogę się cieszyć tylko parę godzin. Radzę to jednak sprawdzić na własnej skórze, bo opinie podzielone.



Podsumowując:

Zapach jest świeży i rześki, daje mi powiew orzeźwienia w ciepłe dni zaserwowany w przyjemnym opakowaniu. Jego trwałość nie jest powalająca, ale moje zmysły mu wybaczają więc i ja też.. ;)
Cena: ok. 60 zł za 75 ml.

Ps. Dziwnie się dziś czuję, czasem mam wrażenie, że łatwiej byłoby trzymać język za zębami i żyć ze swoimi poglądami, własnym zdaniem tylko w środku własnych myśli skołowanych. Może warto.. Ja nie umiem..
Joko. 


Wibo Eliksir Nawilżająca Pomadka do Ust nr 5 a la Nude


Hej Dziewczyny


Ostatnio trwały u mnie poszukiwania na idealną pomadkę w kolorze Nude. Moja wędrówka często kończyła się odnalezieniem pożądanego odcienia w palecie, aby ostatecznie zaskoczyć mnie drobinkami. Nie chciałam drobinek, zdecydowanie.




Chciałam nude, który wtopi się w kolor moich ust, lekko je rozjaśniając i dając im naturalny acz pełny wygląd. I wtedy na blogu u Moń, doznałam olśnienia. Przypomniała mi, że jest przecież fantastyczne w swojej nijakiej formie Wibo.


Moja Opinia:

- Kolor 05 to idealny Nudziak, czyli mówiąc poprawniej Nude. Daje ustom naturalny wygląd i czego się bałam, nie jest za ciemny.

- Pomadka nie wysusza ust, ale wspaniale je nawilża. Tutaj obietnica producenta spełniona jest w 100% .
Jeśli nie miałaś jeszcze okazji malować się Eliksirem od Wibo uwierz mi, że od pierwszego pociągnięcia będziesz zachwycona tą niesamowitą konsystencją.

- Pokrywa usta bardzo ładnie. Co do suchych skórek? Hmm.. Na pewno znajdą się dziewczyny, które stwierdzą, że je podkreśla. Ja nic takiego nie zauważyłam.


- Opakowanie jest już chyba słynne. Nie ładne, tandetne, mało eleganckie, plastikowe, i o ile zawiera chociaż ładny napis, to zaraz śladu po nim nie zostanie :]

- Mam jeszcze dwa odcienie z Wibo Eliksir, na mój pierwszy muszę uważać, gdyż pomadka w tym opakowaniu po prostu brzydko mówiąc się "popaprała" sama nie wiem jak to się stało.

- Trwałość przeciętna, przy jedzeniu się ściera, ale pomijając posiłki daje radę nawet kilka godzin :)

- Nie zawiera drobinek. 


Podsumowując:
Nazwa kojarzy mi się z czymś magicznym, wyjątkowym i urokliwym. Taka jest właśnie pomadka od Wibo. Czaruje nasze usta pięknymi kolorami i niesamowitą konsystencją.


Według mnie jest dużo lepsza niż niektóre pomadki z tzw. "górnej półki".
Cena: niecałe 9 zł. Produkt kupiłam w Rossmannie.


Ps  Legia gra za chwilkę o awans do Ligii Mistrzów, ja biegnę oglądać, trzymajcie kciuki. :D

--------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                             Pamiętacie o moim Rozdaniu? :)

Kultowy Bourjois Róż w Kamieniu nr 95 Rose De Jaspe

Hej Dziewczyny,

Dziś po raz kolejny przekonałam się ileż to trzeba mieć licznych talentów, żeby prowadzić bloga. Nie wystarczy nieprzeciętna  znajomość tematu, lekkie pióro, poświęcony czas i zaangażowanie, potrzeba też ....umiejętności fotografowania, ale o tym na końcu, bo będzie prośba.
Na początek recenzja:


Bourjois Róż w  Kamieniu

Róż w kamieniu Bourjois z odcieniu Rose De Jaspe dostałam w grudniu, na Boże Narodzenie. Oczywiście sprawcą tego wspaniałego upominku był   Św. Mikołaj. Okej, możliwe, że to była po prostu żona mojego brata ...

 
Moja Opinia   

Aplikacja tego pudru przebiega bez żadnych utrudnień, ze względu na to, że kosmetyk nakłada się w małych ilościach i z łatwością możemy same stopniować jego intensywność. Co za tym idzie praktycznie nawet laikowi ciężko będzie zrobić sobie "plamę" na policzku.                                           

Kolor jest w moim guście. Bliżej mu do bronzera, ale ma różowe refleksy, jest ciepłym odcieniem, świetnym do troszkę ciemniejszej karnacji. Jednak jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie w szerokiej gamie kolorystycznej.

Róż Bourjois jest bardzo wytrzymały i kiedy patrzę w lustro na koniec dnia, czy nawet na koniec imprezy, on wciąż dzielnie okupuje moje policzki.

To małe niepozorne pudełeczko kryje w sobie wiele tajemnic, a jedną z nich jest to, że prawie wcale go nie ubywa!

Kolejną zaletą  jest opakowanie, może i nie ma powalającej szaty graficznej, jest małe, praktyczne a przede wszystkim ma świetne magnesowe zapięcie. Nie męczę się z otwarciem łamiąc sobie paznokcie. I nie boję się, że otworzy mi się  torebce okraszając jej zawartość, jak to mi się zdarzało przy innych różach czy pudrach :]W środku mamy przydatne lustereczko i pędzelek. Co do tego drugiego, to opinie są podzielone, mi jest łatwo nim operować i lubię go, dla mniej doświadczonych osób polecam swój własny pędzel i po problemie ;)

Czy mówiłam już, że pudełko ma tajemnice? Tak? Kolejną jest zapach, ładny, kobiecy, wyczuwalny przy nakładaniu, co tylko uprzyjemnia tę chwilę. 

Minusem jest na pewno jego cena. kosztuje ok. 50 zł, jednak w promocjach nawet od 25 zł. W internecie można go kupić za na prawdę różne ceny właśnie w tym przedziale. Zdaję sobie sprawę, że można mieć świetny róż za mniejsze pieniądze.




Podsumowując: Róż od Bourjois to dla mnie klasyk. Nie bez kozery nazywam go mianem "kultowy". Kiedy byłam mała, używała go moja mama, teraz używam go ja. Te wszystkie lata o czymś świadczą. Jest jednym z najlepszych kosmetycznych prezentów jakie dostałam, i szczerze polecam go jako podarunek i jako niezbędnik dla osób, które mogą sobie na niego pozwolić. Jeśli tylko ja będę mogła sama sobie na niego pozwolić, na pewno zakupię. 
Cena: ok 50 zł

                                                                                                




Pozdrawiam, 
Wasza Joko ;*




Le Kawior & Paczka od Złotowłosej

Hej Dziewczyny!


Paczuszka od Złotowłosej

Co jakiś czas szczęście uśmiecha się do każdej z blogerek, do mnie też ostatnio zawitało i zapukało do drzwi w postaci pana kuriera. Biedny owy pan kurier swoją drogą wystał dzielnie pod moim blokiem 20 minut zanim zjawił się ktoś kto go wpuścił. Takie rzeczy się u nas dzieją za sprawą bystrych głów, które ogrodzenie ku uciesze mieszkańców co prawda postawiły, ale nie wpadły na to , że przydałby się domofon. Pan kurier nie wyczarował sobie klucza więc czekał aż jakiś mieszkaniec przyjdzie. Witamy w Kielcach :]
Przesyłka była od Złotowłosej, której bardzo dziękuję ;* Nie ujmując niczemu,  najbardziej cieszę się z mydełka, żelu pod prysznic, toniku ale.... Pierwsze co koniecznie muszę wam pokazać to boski lakier do paznokci...





Lakier Do Paznokci MIYO nr 112

Już na zdjęciach spodobał mi się jego odcień, dorwałam go w swoje rączki i w buteleczce wyglądał iście

uroczo. Jednak dopiero pierwsze pociągnięcie po płytce paznokcia sprawiło, że moje serce zostało obezwładnione.



Moja opinia:

Miyo o numerze 112 ma uroczy, słodki, cukierkowy kolor w odcieniu różu. Wygląda na to, że jestem fanką różowego? Nic bardziej mylnego, ale trzeba przyznać, że na paznokciach róż jest niekwestionowanym faworytem wielu kobiet, w tym także i moim.

Pierwsza warstwa jest od razu intensywna, daje nam w pełni kolor, który widzimy w buteleczce, jednakże widzę lekkie smugi, z którymi doskonale radzi sobie podwójne krycie. Dla mnie? W sam raz :)










Konsystencja jest ani za rzadka, ani za gęsta, z łatwością rozprowadziłam lakier po płytce paznokcia.

Pędzelek zakwalifikowałabym do tych mniejszych.

 Niestety nie jestem w stanie wypowiedzieć się co do trwałości lakieru, musicie mi wybaczyć, ale w całej tej ekscytacji postanowiłam nie czekać tylko dodawać posta pochwalnego dla paczuszki już dziś.

Gdyby ktoś bym zainteresowany kawiorem, to jest to Lovely nr 1, tym razem Lovely nie dało ciała..:)

Podsumowując:
Jestem zachwycona cukierkowym kolorem, który na pewno zostanie jednym z moich faworytów do tego stopnia, że na internecie już znalazłam drogerię w Kielcach, która podobno ma w sprzedaży lakiery MIYO, jeśli też jesteście ciekawe jak u was w mieście, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Miyo.

Cena: ok 3 zł za 7 ml.

Ps. Przy okazji widziałyście zestaw do podgrzewania olejków eterycznych w Biedronce? Jest rewelacyjny..
Podgrzewacz, ma otwory w kształcie serduszek, co wieczorem daje oczywiście mega efekt.  W zestawie dostajemy też dwa olejki zapachowe. Woń wypełnia momentalnie całe pomieszczenie. Cena: 24,99

Pochwaliłam się, więc czas przesłać wam uściski i życzyć miłego wieczoru ;*


Lovely Holographic Eyes Cień do Powiek nr 4

Witajcie Drogie Czytelniczki,
Niezłe jaja z tą laską z bloga  Ale paznokcieeee , kto jeszcze nie wie o co chodzi powinien się czym prędzej uświadomić, zajrzyjcie chociażby do Fabrycznej, od której ja się dowiedziałam.
Co mogę powiedzieć? 
Wyobraźcie sobie, że ktoś gdzieś tam w Szwecji wstawia wasze twarze a pisze pod nimi swoje teksty lub takie, które są wzięte nie wiadomo skąd?  Co mają czuć osoby których pracę, zdjęcia a przede wszystkim tożsamość kradła?
Mam nadzieję, że ktoś wyciągnie z tego poważne konsekwencje.
A jeżeli chodzi o mnie to czuję się jak leszcz, że wcześniej przymykałam oko na wiele rzeczy, które wydawały mi się podejrzane. Tyle prywatnie, a teraz zapraszam do recenzji. Ech... :]

Lovely Holographic Eyes Cień do Powiek nr 4


Cienie kupiłam przede wszystkim ze względu na chęć podkreślenia oka w dolnej części, poza tym taki kolor sprawdza się według mnie świetnie między innymi do  brązowych oczu, których jestem posiadaczką.

Moja opinia:

 - Cień jest w poręcznym plastikowym opakowaniu, z czarno białą szatą graficzną, która wygląda dosyć młodzieżowo. Lubię elegancję i oryginalne zdobienia, ale taki styl mi nie przeszkadza.
- Sam cień ma na wierzchu wytłoczoną gwiazdę, co na pewno idzie na plus, podoba mi się. Która kobieta nie lubi gwiazd? ;)

- Kolor nie jest matowy, z założenia miał być opalizujący i tak też jest, szkoda, że tylko na palcu..


- Przede wszystkim, niestety , ale ten cień ma beznadziejną pigmentację, muszę się nieźle namęczyć żeby było go widać na powiece, a i tak jest dużo jaśniejszy niż widzę go w opakowaniu.Co za tym idzie nie osiągam efektu, na który liczyłam decydując się na zakup tego mazidełka.


 - Mam wrażenie, że po godzinie noszenia go na powiece jeszcze bardziej wyblakł. O zgrozo.

 Żeby zobrazować wam jak bardzo cień mnie zawiódł przedstawiam wam zdjęcie:


 1. Efekt jakiego oczekiwałam, kolor identyczny z opakowaniem.

2. Efekt po około 15 pociągnięciach! Nie dało się go bardziej pogłębić.

3. Efekt o 3 pociągnięciach. Od cienia oczekuję, że będzie idealny po takiej liczbie nałożeń, no ale niestety.

Nie pokazuję nawet jak wyglądał po pierwszym nałożeniu, bo to nie ma sensu...


Cena: ok 8 zł. Produkt kupiłam w promocji za 3,99

 Podsumowując:
Oczekuję koloru widocznego na opakowaniu, a dostaję zupełnie inny. Gdybym chciała kupić jasny błękit to bym wybrała jasny błękit a nie szafir czy cokolwiek to jest. Nie nazwę tego cienia bublem, bo uwierzcie mi widziałam gorszy szajs, ale pozostawię go z rangą średniaka. Na wizażu opinie bardzo dobre, zupełnie nie wiem czemu, dlatego proponuję samemu też przetestować te cienie. Dla mnie Lovely....not so lovely.

Ps. Nie wiem co mnie podkusiło, ale też założyłam FB..więc jak ktoś ma ochotę to polubić, mi będzie miło :) przycisk w prawym górnym rogu.
Pozdrawiam i ściskam moje wierne komentatorki :)
Joko.

Nivea Cleen Deeper Żel- Peeling do Codziennego Mycia Twarzy

Cześć Dziewczyny!


Zacznę od tego, że apropo mojego rzekomego podobieństwa do Monici Belluci, w poprzedniej notce,  to dziewczyny powiększyłyście moje ego do gabarytów wieloryba. Aaaaaaale, spokojnie, wszystko ze mną w porządku. Moje lustro, rano, skutecznie przywróciło je do normalnych rozmiarów. Ach ten poranny look.
To ja może przejdę jednak do recenzji? :)

Nivea Cleen Deeper Żel- Peeling do Codziennego Mycia Twarzy. 

Dogłębnie oczyszcza pory na dwa sposoby: 1. Formuła z aktywnym ekstraktem z magnolii i
Nivea Cleen Deeper Żel-Peeling.
mikrogranulkami, zawierającymi kawas mlekowy, pomaga odblokować pory. 2. Peelingujące drobinki wyrównują i wygładzają powierzchnię skóry.

Moja opinia.

- Ze względu na te małe drobinki jest świetnym rozwiązaniem, bo nie muszę się już martwić o peeling twarzy.

- Jest ich idealna ilość, czyli mało, ale dziewczyny pomyślcie, myję nim buzię i rano i wieczorem, nie potrzeba więcej drobinek, bo przecież nie chcę totalnie zetrzeć sobie skóry prawda?

- Opakowanie jest ładne i praktyczne. Widzę jak ładnie w środku wygląda, ile go zostało, no i jest tak skonstruowane, że żel spływa do otworu sam, i nie trzeba się męczyć.

Żel po dwóch miesiącach codziennego używania.
- Z drugiej strony po otwarciu trochę za szybko leci i nakrętka bardzo się "babrze".

-  Idealnie usuwa nadmiar sebum i moja twarz jest po nim matowa, oczywiście do czasu aż nałożę krem nawilżający :]

- Świetnie usuwa też makijaż, używam po nim toniku, więc widzę, że płatek jest praktycznie idealnie czysty.

- Ma przyjemny, delikatny zapach, nie jest chemiczny, raczej taki hmm, świeży.

- Zawsze kiedy myję nim buzię, czuję super orzeźwienie.

- Jest mega wydajny! To opakowanie kupiłam w czerwcu. W tej notce macie dowód : KLIK
jest napisana 20 czerwca, do tej pory, czyli przez około 2 miesiące codziennego używania rano i wieczorem, zużyłam go troszkę więcej niż połowę. :)

- Mam cerę raczej tłustą, ale niezbyt problemową jeśli chodzi o zmiany, od czasu do czasu się zdarza, ale po Nivea na pewno mniej. Zaznaczam, ze nie wiem jakby się sprawdził, przy bardziej problemowej cerze. 

Podsumowując:
Już kiedyś przy okazji Kolorowego Tagu wspominałam o tym, że zostanie moim osobistym asystentem i po
O taka tam drobinka.
dwóch miesiącach potwierdzam, że jest niezastąpiony, pomocny i nie zawodzi. Lubię testować kosmetyki, więc pewnie kupię coś innego do mycia twarzy, ale mój Nivea będzie i tak zawsze stał na półce w pogotowiu. Dla mnie to wygoda dzięki dodatkowemu peelingowi i przyjemność. Każdy chciałby mieć jakiegoś asystenta prawda ? Mów mi "dziwna", ale mianowałam nim kosmetyk ;)
Cena: ok. 13 zł za 150 ml, produkt kupiłam w Rossmannie.                                                 



Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Myreth Sulfate, Sodium Acrylates Copolymer, Magnolia /officinalls Bark Extract, Glyceryl Glucoside, Glycerin, Lauryl Glucoside, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Polyethyle, Mannitol,  Polyquaternium-10, Mycrocristalline Cellulose, Lactic Acid, Benzophenone,-4, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethykparaben, Trisodium EDTA, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Hexyl Cinnemal, Benzyl Alcohol, Limonene, Benzyl Salicylate, Butylphenyl, Methylpropional, Parfum.
Niestety, na tyle ile znam się na składzie strzelam, że nie jest najlepszy. 

Pozdrawiam, 
Joko :D

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Zapraszam na moje rozdanie.