The Body Shop Masło Smoky Poppy - Recenzja


Cześć

Wczoraj pierwszy raz w życiu nie przeczytałam książki w tradycyjny sposób, a postawiłam na audiobooka. Wymyśliłam, że to może być spoko opcja podczas kiedy ja korzystam z bieżni na siłowni. Wcześniej wydawało mi się, że nie będę umiała wczuć się w ten sposób w historię, ale okazało się, że audiobook też potrafi być świetny! W ten sposób ćwiczyło mi się super, polecam! Dzisiaj jednak nie będzie ani o książkach, ani o ćwiczeniach, bo bohaterem dzisiejszej notki zostanie niezwykle intrygujące masełko z The Body Shop - Smoky Poppy.



The Body Shop Masło do Ciała Smoky Poppy

The Body Shop Masło Smoky Poppy

Opis: " Nasza limitowana kolekcja Smoky Poppy wzbogacona jest prawdziwymi, ręcznie zbieranymi kwiatami maków z regionu Ankary w Turcji. To zmysłowa i uwodzicielska linia, której nigdy nie będziesz miała dosyć, a jej euforyczny zapach zawiedzie Cię do krainy niekończącej się przyjemności. Wzbogacone ekstraktem z oleistych maków, oleiste kosmetyki, pozwolą Ci rozkoszować się ekskluzywną pielęgnacją ciała. "


Ode mnie: Do tej pory miałam tylko jedno masełko The Body Shop z linii arganowej, które opisywałam w tym poście. Nie byłam z niego zadowolona ani trochę, zapach nie robił na mnie żadnego wrażenia, rolowało się i wchłaniało całe wieki. Jako, że jestem człowiekiem z gatunku "na przekór wszystkiemu", bardzo się ucieszyłam kiedy wygrałam to masło u Mongi, ponieważ byłam ogromnie ciekawa tego, czy uratuje moją relację z tą marką czy może totalnie ją pogrąży^^ ? Co się wydarzyło? Przeczytajcie dalej. :)




The Body Shop Masło Smoky Poppy


MOJA OPINIA


Ach, co to za zapach!?
Od niepamiętnych czasów powtarzam, że zapach w smarowidłach do ciała jest dla mnie tak samo ważny jak samo działanie. Moje kosmetyki mają sprawiać mi przyjemność, aby nie znudziło mi się ich systematyczne używanie. :) Jak pachnie to masełko? Ach kochani co to za zapach! Dziwny, intrygujący, zaskakujący, zmysłowy, zaczepny, seksowny, pieprzny... Nie potrafię nazwać go jednym słowem. Odrobinę przyszły mi na myśl perfumy unisex, czyli takie które pasują i do kobiet i do mężczyzn. Jest to woń z kategorii ciężkich, tak bardzo zagadkowych. Ciągle mam wrażenie że czuję tam pieprzną nutkę tak bardzo podkręcającą ten zapach, a za chwilę jest ona przełamana jakąś dziwną słodyczą. Nie rozumiem tego zapachu, ale wiem na pewno... jest totalnie niepowtarzalny. Po drugie mogę się założyć, że nie jest to aromat dla każdego, myślę, że można go pokochać lub nienawidzić. Z mojej strony to miłość, choć nie od pierwszego wejrzenia. Dopiero po kolejnym użyciu zorientowałam się jak tęskniłam za taką oryginalną wonią, nie miałabym nic przeciwko takim intrygującym, mocno zagadkowym perfumom. 



The Body Shop Masło Smoky Poppy


Działanie & aplikacja.
Masła do ciała to nie do końca mój ulubiony gatunek smarowideł, gdyż jestem w gorącej wodzie kąpana i wolę coś co sunie szybko i równie błyskawicznie się wchłania. Tym razem mam tutaj masło, które jest dosyć tępe i aby go nałożyć potrzeba odrobinę czasu i dokładności. Na szczęście nie rolowało się tak jak arganowy poprzednik, którego miałam okazję używać. Kiedy już uporamy się z nałożeniem Smoky Poppy naszą skórę pokrywa delikatnie tłusty film. Jak na masło wchłania się w przyzwoitym tempie około 5-7 minut. Nie mogę wam powiedzieć o długofalowym działaniu tego masełka, ponieważ moje 50 ml używałam tylko na nogi i nie starczyło na wiele sesji. Natomiast jeśli chodzi o działanie, które  zaobserwowałam w tym czasie to nawilżenie zasługuje na piątkę. Skóra jest miękka i miła w dotyku całą dobę, efekt utrzymuje się długo aż do następnego smarowania. Mimo, że nie przepadam za przeciągającą się pielęgnacją masłami polubiłam Smoky Poppy, być może regularnie nie mogłabym używać go codziennie i robiłabym to na zmianę z lekkimi balsamami, gdybym miała kupić następne opakowanie. Aczkolwiek aromat wygrał tutaj moje serce, co sprawiło, że dłuższa sesja pielęgnacyjna była wieczornym relaksem a nie obowiązkiem. :)



Opakowanie:
Nie byłabym sobą gdybym nie napisała kilka słów. Opakowania The Body Shop chyba zawsze mi się podobają i tutaj również. Uważam, że połączenie czerni z czerwienią, które jest bardzo temperamentne doskonale oddaje charakter tego kosmetyku. Ze słoiczka korzystało mi się wygodnie i nie miałam żadnych problemów. :)



The Body Shop Masło Smoky Poppy


Podsumowując: Masło The Body Shop Smoky Poppy odmieniło moją relację z tą marką. Intrygujący, zmysłowy i zagadkowy zapach zacisnął mnie w swoich objęciach. Choć zdaję sobie sprawę, że na pewno nie spodobałby się każdemu. Wolałabym aby jego aplikacja przebiegała szybciej, aczkolwiek ten przedłużający czas pielęgnacji mogę mu wybaczyć. Piękny aromat plus świetne działanie to jest to co przecież uwielbiam najbardziej. :)





DODATKOWE INFORMACJE


Cena: 200 ml za 69 zł

Dostępność: Linia Smoky Poppy to edycja limitowana z roku 2015, nie wiem czy sklepy stacjonarne The Body Shop jeszcze ją sprzedają. Aczkolwiek na pewno zainteresowani mogą spokojnie znaleść ją w internecie na stronach typu allegro czy ebay. :)

Wydajność: Moim zdaniem jest w kierunku słabej. Masła trzeba użyć sporo i topornie się rozsmarowuje.



Skład:







PS. W przyszłości na pewno chciałabym kupić sobie kolejne masło The Body Shop. A wy znacie te produkty, macie zapach, który możecie polecić mi oraz innym? :)

A propos wstępu macie już z sobą przesłuchane audiobooki? Jak wrażenia?



Buziaki!




41 komentarzy:

  1. No rzeczywiście. Opakowanie jest świetne, podoba mi się to połączenie. Nigdy ich nie miałam jednak pewnie kiedyś to się zmieni.
    Co do audiobooka to nie mogę się przekonać. Z resztą do ebooka też. Pozostaję wierna tradycyjnej książce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze mnie zastanawiało jak makowe masełko może pachniec :D Maki kojarzą mi się z dzieciństwem, bo na łące je zbieraliśmy. Teraz nigdzie koło mnie nie rosną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. intryguje mnie zapach, jestem ciekawa czy bym go polubiła :-) przyznam jednak że cena masełka jest odstraszająca :-( ps audiobooków nie znoszę, ledwie co przemogłam się do ebooków, uwielbiam tradycyjne książki, ich zapach, szelest przekładanych kartek i piękne okładki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe masełko. Warto się na nie skusić chociaż przez samą zagadkowość zapachu ;D!
    Obserwuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tępe masło haha :D Ale właśnie dlatego stawiam na balsamy, niecierpliwa jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie bardzo się ten zapach spodobał :) i to opakowanie, czarno-czerwone, bardzo w moim guście :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kusi mnie ta firma,ale jeszcze nic nie miałam. Kusi mnie bardzo ich bananowa odżywka do włosów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdyby nie moje zapasy smarowideł to na pewno bym się na nie skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  9. nigdy nic z tej firmy nie mialam i nad tym ubolewam ;/ nie mam do niej dostepu ;<

    OdpowiedzUsuń
  10. Z The Body Shop miałam jedno masło do ciała, chyba jagodowe i pamiętam że byłam bardzo zadowolona z zapachu i działania, jedynie to czekanie aż się wchłonie mnie denerwowało. Próbowałam również od nich pomadki i zawsze zapachy były rewelacyjne ;)
    Co do audiobooków, korci mnie żeby spróbować, ale ostatecznie jeszcze się nie zdecydowałam. Wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam to masełko tylko, że w mniejszym opakowaniu :) Jednak za dużo się na jego temat nie wypowiem bo użyłam go dosłownie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Opakowanie jest przepiękne myślę,że nawet jako prezent byłby idealny. :)
    Obserwujemy? :*
    http://evelinololove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można prosić się ludzi żeby obserwowali Twój blog? Pokaż coś treścią a sami przyjdą.

      Usuń
  13. Masła do ciała The Body Shop uwielbiam, ale właśnie zapach tej wersji jest dla mnie zbyt dziwny, jakoś nie mogę się do niego przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię masła TBS, miałam ich już trochę. To też mnie kusiło pod względem wizualnym. Natomiast czułam, że to nie będzie mój zapach, a niestety nie miałam gdzie go sprawdzić przed ewentualnym zakupem.

    OdpowiedzUsuń
  15. jetem ciekawa tego zagadkowego zapachu ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja w tym roku masła The Body Shop mam na liście zakupowej :) to jest jedno z najbardziej intrygujących, choć szkoda, że tak tępo się rozsmarowuje i wolno wchłania...

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne zdjęcia:) Jeszcze nie miałam żadnego masła The Body Shop, ale planuję wypróbować kiedy pomniejsze zapasy:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Twój opis zapachu rewelacyjny:)Ja niestety nie używałam jeszcze masełek The Body Shop.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam kilka miniaturek , ale niestety nie mam akurat tej wersji zapachowej :P Marzy mi się od jakiegoś czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dawno temu słuchałam audiobooka "Opowieści z Narnii", przed snem w łóżku, łatwo było się wczuć. Na siłownię fajne rozwiązanie. Ja na siłowni na rowerkach czytałam książki :)
    Niedawno kupiłam pierwsze masełko TBS, Mohito. Zapach ma cudowny. Słodki i kwaśny jednocześnie. Wydajność już widzę, że kiepska, ale zapach wszystko rekompensuje.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak na Body Shop to bardzo wyszukany zapach :) A podejście mamy dokładnie tak samo - nie widzę sensu używania kosmetyków do ciała, które nie sprawiają radości stosowania :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety zapach kompletnie nie dla mnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  23. muszę je powąchać po twoim opisie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja właśnie też nie polubiłam się z tym arganowym, więc boję się używać kolejnych maseł z TBS (kurka, ten skrót zawsze kojarzy mi się z Towarzystwem Budownictwa Społecznego). Cieszę się bardzo, że Ci się spodobało zwłaszcza zapachowo :)
    A co do audiobooków to ja bardzo często wieczorem słucham sobie Harrego Pottera - przyjemniej się zasypia.
    Cudne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  25. Audiobook to nie dla mnie - ale za to moja mama sobie chwaliła ;-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kupiłabym dla samego zapachu !

    OdpowiedzUsuń
  27. Dla mnie to, że ciężko się rozsmarowuje jest bardzo dużym minusem. Nie lubię się "męczyć" z kosmetykiem.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wąchałam tester tego masła jak byłam w sklepie stacjonarnym TBS i ogromnie mi się nie spodobał :) Stał się dla mnie taki przytłaczający, co więcej ciężki jak piszesz :) Niestety nie dla mnie, ale cieszę się, że Ty jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Wąchałam to masełko, jak miałam okazje być w sklepie TBS, zgadzam się - pachnie cudownie! Ja niedawno znowu kupiłam duet szampon i odżywka bananowa, bo dość mi się sprawdzały i pozostawialy piękny zapach na moich włosach:)

    OdpowiedzUsuń
  30. nie miałam żadnego masła TBS, ale chętnie przetestuję! tylko najpierw będę musiała "zwąchać" bo takie zaqpachy średnio lubię

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziękuję za informacje, które są bardzo przydatne

    OdpowiedzUsuń
  32. Opkowanie ma cudne jak jeszcze pachnie to cos dlamnie

    OdpowiedzUsuń
  33. Kurczę, nie spojrzałam będąc w sklepie TBS, czy są jeszcze te masła, ale raczej nie, bo teraz wyprzedawali świąteczną limitkę. ;) I skusiłabym się na masła, bo wychodziły po 29 zł za sztukę, ale wcześniej zrobiłam zakupy w Bath&Body Works, więc... :D
    Ja w sprawie nawilżania jestem Twoim przeciwieństwem - uwielbiam masła do ciała, to najlepsze, co można było wymyślić w tej kategorii. :D Za lekkimi balsami niezbyt przepadam, ale zużyję, jeśli będzie miało ładny zapach. :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Chętnie kiedyś je wypróbuje :D Uwielbiam mieć dobrze nawilżoną skórę :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja kiedyś używałam masełka z The Body Shop o zapachu Pomegranate i był boooooski! Spróbowałam również masełka do ust ale okazało się strasznym bublem :( Więc mam mieszane uczucia co do tej marki. Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Akurat z tej serii nie znam kompletnie nic, ale masełko wydaje się naprawdę ciekawe. Od siebie mogę polecić wersję Masło Shea albo Kokosową, ale są to kosmetyki mocno nawilżające i też trzeba chwilę poświęcić, żeby się wchłonęły, więc nie wiem czy byś się z nimi polubiła :P Pod względem zapachu miło wspominam wersję Pink Grapefruit, która szybciutko się wchłania, ale działanie jest już słabsze od tych wyżej wspomnianych :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Kosmetyki tej marki zawsze mnie kusiły, ale jeśli chodzi o masła to też denerwuje mnie długie wchłanianie :D
    Co do audiobooków nie mogę ich słuchać, bo totalnie mnie usypiają. Kiedyś miałam pomysł żeby ich słuchać w drodze do pracy, ale z drugiej strony bałam się, że zasnę za kierownicą :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Zdecydowanie nie moja półka cenowa, jeszcze na smarowidła do twarzy potrafię się wykosztować, ale pielęgnacja ciała to u mnie zawsze temat traktowany po macoszemu :D Też lubię, jak coś mogę nałożyć na skórę szybko i być gotową do innych działań - teraz próbuję wykończyć suchy olejek z Dove ;)

    OdpowiedzUsuń